#zostanwdomu

blog

blog

new

Tomek

wspomniene

Tomek pomasuje Ci plecy pewnie od leżenia już cały zdrętwiałeś – zapytałam, a On, chociaż nie miał już siły wypowiadać głośno słów przesunął się na bok i zrozumiałam, że tego właśnie chce. Tomkowi wyraźnie przyniosło to ulgę, wtedy uniósł palec i wskazał nim na swoje usta. Co Tomuś chcesz pić? Tomek skinął głową na nie, po czym powoli usiadł, choć kosztowało Go to wiele wysiłku, ujął moją twarz w obie dłonie i wyszeptał dziękuje. Kiedy myślę o Tomku to pierwsze, co mi się przypomina.

Tomek miał 17 lat, był wysokim, przystojnym facetem, który od roku walczył z rakiem kości. Przeszedł pięć operacji: pierwsza i druga to usunięcie guza głównego z częścią kości udowej wraz ze wstawieniem endoprotezy, następne to usuwanie przerzutów – z płuc i mózgu. Od początku leczenia poddawany był chemioterapii, a po ostatniej operacji również radioterapii. Tomek walczył jak Heros, wspierany przez mamę – kochaną Dzidkę, opiekuńczego brata Michała i swojego aniołka Darię, jego dziewczynę.

Poznałam Tomka w piątek – jak witaliśmy się w korytarzu – zadzierałam wysoko głowę – moje 161cm wzrostu przy 188cm Tomka musiało wyglądać naprawdę komicznie. Rozmawialiśmy długo, Tomek stanowczo zażądał by nie robić mu z domu szpitala, obiecałam mu wtedy że nie zrobię nic bez jego zgody i rzeczywiście o każdym, nawet medycznym ruchu Tomek decydował sam, do ostatniej chwili. Opowiadał mi o szkole, leczeniu, planach na przyszłość. Wychodząc z domu rodziny byłam zbudowana ich miłością i szacunkiem, jakim się nawzajem darzą. To taki dom, gdzie unosi się przyjemny, słodkawy zapach miłości i wcale nie chce się z niego wychodzić. Kolejna wizyta odbyła się w poniedziałek, stan Tomka pogarszał się w przerażającym tempie i dostrzec można było lęk o to, co miało nieuchronnie nadejść.

new

..

Przez cały dwutygodniowy okres mojej opieki nad Tomaszem miałam dziwne poczucie, że to nie ja przygotowuję rodzinę na odejście Tomka, ale to oni uczą mnie na nowo zawodu, zaangażowania, poszanowania ludzkich pragnień i godności, a także hospicyjnej idei, którą dzięki nim tak naprawdę odkryłam. W Pomorskim Hospicjum dla Dzieci pracowałam krótko, bo zaledwie 3 miesiące. Wcześniej przez 8 lat pielęgnowałam pacjentów w szpitalach, na oddziałach intensywnej terapii. Zadziwiające, ale tam pacjent liczy się najmniej, nieustanny pośpiech, adrenalina, statystyka, uporczywa terapia i nieporozumienia ze współpracownikami, gdy próbuje się okazywać człowieczeństwo. Zmiana pracy i skierowanie kroków do hospicjum było aktem człowieka zrezygnowanego, który wie, że w szpitalu już nie znajdzie dla siebie miejsca. Moje doświadczenie związane z odchodzeniem Tomka spowodowało, iż zrozumiałam, że PHD to moje miejsce na ziemi, a opieka nad Tomkiem nie była pracą, a przywilejem.

new

...

Dzidka to mama „twardzielka”, która dzieciaki wychowywała silną ręką, a z drugiej taka „tulaśna” mama z sercem na ramieniu. Kobieta do tańca i do różańca. Wiedziała dokładnie, czego Tomkowi trzeba, szczególnie w tych ostatnich chwilach. Dojrzała matczyna miłość... Myślę, że mama Tomka nie pogodziła się z chorobą i stanem syna, ale serce podpowiadało, że nic już Tomasza nie jest w stanie zatrzymać, trzeba pozwolić mu odejść i to właśnie mu ofiarowała. Kilka dni przed Jego odejściem mama zorganizowała imprezę z kolegami Tomasza, przez chwile było jak dawniej – śmiech, gwar, zamieszanie i humor „na maksa” jak mówił Tomek. Ostatnie dwa tygodnie w domu, wśród rodziny, przyjaciół i w objęciach dziewczyny Darii były dla Tomka najpiękniejszym prezentem na pożegnanie, mogły być tak cudowne tylko dzięki Zdzisławie.


new

....

W opiece przy Tomku pomagał również o trzy lata starszy brat Michał. Podczas gdy mama czuwała nad ogniskiem domowym w dzień, w nocy obowiązki przejmował Michał. Siedział przy Nim i czuwał by brat mógł odpoczywać w spokoju. W dniu śmierci Tomka zaalarmowana przez Michała przyjechałam o 5 rano. Michał ciepłym głosem i kojącym dotykiem uspokajał wstrząsane niepokojem ciało Tomka, co na pierwszy rzut oka przynosiło schorowanemu bratu ulgę. Wtedy myślałam, że to wszystko nie tak, to nie powinno się tak ułożyć, teraz powinni wracać z dyskoteki roześmiani i na palcach wkradać się do domu, by nie obudzić mamy. Życie przygotowało jednak inny scenariusz, najbardziej bolesny, jaki można sobie wyobrazić.

Daria, dziewczyna Tomka to był jego anioł. Ilekroć myślę o Darii to nie mogę się nadziwić. Myślę, że oboje mieli wielkie szczęście, że dane im było się poznać i pokochać tak silną miłością, choć nie żyli ze sobą długo i szczęśliwie, to jednak łączyło ich coś wyjątkowego, czego niejeden dojrzały i wieloletni związek nigdy nie doświadczy. Daria ma niespełna 17 lat, jest śliczna i cudownie się uśmiecha. Opowiadała mi o początkach z Tomkiem, o wzlotach i upadkach, o zerwaniach i powrotach. Można by rzec typowe problemy nastolatków, ale ich związkowi od zawsze i nierozerwalnie towarzyszył nowotwór. Tomek nawet w pewnym okresie choroby próbował chronić Darię, nie chciał by była narażona na ból i próbował z nią zerwać, ale Daria dokładnie wiedziała czego chce i nie zrezygnowała. Kiedy Daria była przy Tomku w ciągu tego ostatniego czasu w domu, nagle – z podlotka stała się dojrzałą, opiekuńczą kobietą: gdy wycierała jego twarz z łez, całowała Go w dłonie i policzki, pomagała pielęgnować, było widać jak bardzo mocne łączy ich uczucie. Taka miłość się nie zdarza, a jednak Tomek i Daria jej doświadczyli.

Tomasz odszedł od nas 03.06.2011 roku w objęciach mamy, brata i Darii.

Autor:Katarzyna Kałduńska

Katarzyna Kałduńska